Ściema Arctic Sea?
Okazało się, że “porywacze” złapani na statku Arctic Sea przez rosyjskie służby to po prostu grupka Ruskich drobnych bandytów z Estonii
Estońska policja od razu ich zidentyfikowała. Ci ludzie nie mogli przeprowadzic operacji tej rangi – to tylko figuranci. Historia o rakietach SS-300 jest zaś pełna dziur. Same rakiety to przecież tylko częśc systemu. Potrzebne są do nich ogromne radary i mnóstwo innego sprzętu. Wysyłanie tym statkiem jakiekolwiek transportu z Rosji do Iranu też nie ma sensu. Jak trafnie zauważył jeden z moich czytelników: “Nie szybciej i prościej wysłać statek z Astrachania przez Morze Kaspijskie do Iranu?. Proszę pamiętać, że cały step za Wołgogradem to poligon rakietowo-przeciwlotniczy (patrz. Wikimapia). Zawsze można wygospodarować jakieś “nadwyżki” rakiet.” Korea Północna też nie ma sensu – bliżej z Władywostoku. Do Syrii i Libii wysyłaliby ładunek z Noworosyjska, przez Morze Czarne i Śródziemne. Zostaje tylko Wenezuela. Co ciekawe Chavez zaczął współpracowac z Iranem w dziedzinie nuklearnej. Wcześniej już mówił, że chce zdobyc Bombę, ale przecież nikt nie traktował go poważnie. Kavkaz Center, w newsach o porwaniu statku spekulował, że chodzi o Bombę dla Wenezueli. A może cały ten cyrk z “Arctic Sea” ma tylko odwrócic naszą uwagę od czegoś? Np. dostarczenia prawdziwej broni Iranowi, Syrii lub Hezbollahowi?














