Nieudane otwarcia

27 października 2009
Azrael

Czy w ostatnich dziesięciu latach jakiś polityczny start up się w pełni udał? Czy jakakolwiek polityczna inicjatywa, budowana od podstaw, odniosła sukces? Nie, żadna tego rodzaju formacja, budowana jako samodzielny szkielet polityczny i wypełniona nową treścią, nie zaistniała w polskiej polityce

Nie oznacza to jednak wcale, że polska demokracja jest tak dojrzała i stabilna, że polskie partie polityczne obejmują swoim spectrum programowym całość społeczeństwa. Wyniki wyborów – za każdym razem dość różne – oraz niska frekwencja wyborcza, poniżej 50% uprawnionych do głosowań, pokazuje nam, że w dalszym ciągu istnieje potrzeba budowy formacji politycznej, której przesłanie wpadłoby w gusta wyborców.

Oczywiście, można przyjąć, że jednym z powodów tego, że partie polityczne – bezwzględnie i wszystkie – cieszą się tak małym poparciem, jest powodem niedostatku państwa obywatelskiego i braku zrozumienia dla praw, i jeszcze bardziej obowiązków w państwie demokratycznym. Ale głównym powodem słabego mandatu wyborczego partii politycznych, tych zasiadających w Sejmie i Senacie, jest to, że nie mają one i programu i osobowości politycznych, które by potrafiły przyciągnąć wyborców. To, że Donald Tusk jest obecnie najsilniejszym i najsprawniejszym politykiem polskim, nie oznacza jednak, że ma on charyzmę i siłę wewnętrzną, mogącą pociągnąć wyborców i jednocześnie posunąć Polskę do przodu. Nie ma się co czarować – siła premiera Tuska i jego partii opiera się w dużym stopniu na słabości jego politycznych adwersarzy, połączonej z niechęci, a czasem wręcz nienawiścią do nich obywateli. Nie muszę pisać, o kogo w tym przypadku chodzi…

Ostatnie udane nowe otwarcie polityczne, to było powołanie Platformy Obywatelskiej. Słynne spotkanie na platformie w gdańskiej hali “Oliwii” z jej trzema tenorami jest ostatnim takim spektakularnym wejściem w politykę. W tym samym mniej więcej czasie (rok 2001) na scenę weszło Prawa i Sprawiedliwość, z mniejszą gracją i siłą – ale jak się okazuje, równie skutecznie. Obie partie mają swoje rodowody w AWS, a wcześniej w Unii Wolności i KLD z jednej strony i PC z drugiej. Trudno więc je uznać za formacje nowe, i jak się okazuje, nowatorskie. Ale właśnie powołanie tych dwóch formacji, a także zmiana ustawy o zasadach finansowania partii politycznych, to główne powody tego, że od roku 2001 nie powstała żadna stabilna formacja polityczna. LPR i Samoobrona szybko weszły do głównego nurtu politycznego – i jeszcze szybciej z niego zniknęły.

Potem były już bardzo nieudane, a czasem wręcz tragikomiczne, jak to na prawicy, próby budowy partii narodowo-patriotyczno-katolickich. Prawica Rzeczpospolitej, Naprzód Polsko, czy ganleyowska Libertas – to tylko kilka przykładów. Żadna z tych partii nie wyszła praktycznie poza poparcie społeczne w granicach błędu statystycznego.

Wydawało się kilka miesięcy temu, że jest jednak siła i osoba, która tę niemoc i podział sceny politycznej potrafi przełamać. Paweł Piskorski postanowił reaktywować mumię polityczną pod nazwą Stronnictwo Demokratyczne. Osiem miesięcy temu został wprowadzony do partii i mianowany jej szefem. Jako mentora dokooptowano dr Andrzeja Olechowskiego, który miał zostać kandydatem na prezydenta, wyborach w roku 2010. Piskorski, jako świetny organizator (to on stał tuż za Tuskiem, Płażyńskim i Olechowskim w Platformie Obywatelskiej, i to jemu partia ta zawdzięcza pierwsze organizacyjne sukcesy), dawał rękojmię tego, że po obudzeniu SD z długoletniego letargu, da jej nowy impuls. Dodatkowo, partia ta ma mieć zapewniony byt, ponieważ choć pozbawiona jest dotacji budżetowych, to same jej nieruchomości są warte ponad 100 mln złotych. Akurat tyle, żeby przeżyć dwa lata, zorganizować trzy kampanie wyborcze (samorządową i prezydencką w roku przyszłym i parlamentarną w następnym). Do nowej/starej formacji zaczęli się garnąć ludzie z innych formacji – m. in. z demokratów.pl, pozyskano kilka nośnych nazwisk, założono koło poselskie w Sejmie, a sam Paweł Piskorski zaczął znów być zapraszany na salony medialne. No i rezultat? Zerowy… SD w sondażach traktowana jest kategorii “inni”, a jej wyniki oscylują w okolicach błędu statystycznego. A ostatnio okazało się jeszcze, że starzy działacze, żyjący z tego partyjnego majątku, poczuli się zagrożeni, że zostaną pozbawieni synekur, a do tego mogą zostać zmarginalizowani przez nowy narybek, który gwałtownie napłynął do partii. Postanowili więc dokonać rewolty i Piskorskiego usunąć. Czy to się uda – okaże się dopiero 21 listopada, kiedy ma odbyć się nadzwyczajny zjazd SD. Czy się odbędzie – nie wiadomo, ponieważ trwa spór pomiędzy Zarządem partii, zdominowanym przez piskorczyków i Radą Naczelną, pełną jeszcze “starego, sprawdzonego aktywu”, kierowaną przez działacza z Zachodniego Pomorza, Krzysztofa Góralczyka.

Piskorski popełnił kilka błędów; Po pierwsze, jego partia nie jest nowalijką. To nie jest partia, która w tej postaci ma być alternatywą wobec Platformy Obywatelskiej, a tak jest odbierana. Wyborcy zaczęli odnosić wrażenie, że SD stało się prywatną platformą Piskorskiego (i Olechowskiego) do załatwienia swoich spraw z Donaldem Tuskiem i Platformą Obywatelską. SD zamiast stać wyrazistym krytykiem CAŁEJ sceny politycznej, Sejmu i stylu uprawiania polityki, zaczęło się jawić jak aspirujący do tego środowiska. Wydaje się, że zbyt mało zaakcentowano, że SD nie jest partią postsolidarnościową, lecz ma być nowoczesną, centrową partią liberalną, nastawioną na obronę przedsiębiorczości, małego i średniego kapitału i inteligencji wielkomiejskiej. Może i w programie Andrzeja Olechowskiego, prezydenta in spe w wyborach roku 2010, można znaleźć takie przesłania, ale nie jest to akcentowane przez samą partię.

Piskorski nie zrozumiał jednej podstawowej rzeczy; Dyskurs polityczny w Polsce zdominowany jest przez konflikt dwóch sił politycznych – Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Zdominowany i zniszczony przez napięcia i wojnę tych formacji. Jeżeli SD miałoby odnieść sukces – musi wyjść poza obszar tych walk i znaleźć inną formułę polityczną. SD ma dość mocne struktury, koła partyjne, ma wsparcie nowych działaczy – może mieć za sobą media. Pod warunkiem wszakże, że pokaże, że nie jest partią drugiego wyboru dla wyborców PO, czy partyjek lewicowych – lecz jest autentyczną alternatywą polityczną. Do tego potrzebne jest głębsze zaangażowanie wszystkich działaczy partii, tych starych i nowych, a także mocna i jednoznaczna deklaracja Andrzeja Olechowskiego, że stanie do wyborczego wyścigu. Aby to zaistniało, w partii musi zapanować zgoda. Piskorski musi szybko – i poza mediami – zgasić pożar. Inaczej, jeżeli nastąpi rozłam w partii albo jeżeli zostanie z niej usunięty – będzie to koniec i jego i zatrzaśniecie na nowo wieka trumny SD.

Integralność nowo budowanego Stronnictwa Demokratycznego jest dla Piskorskiego być albo nie być. Jeżeli doprowadzi do rozbicia partii – to zakończy karierę. Andrzej Olechowski także.

Podziel się tym artykułem: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Wykop
  • Gwar
  • Bloglines
  • del.icio.us
  • Digg
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • NewsVine
  • Technorati
  • TwitThis
  • MySpace
Print

zobacz również:

Tags: , , , ,

Co o tym sądzisz? Skomentuj