Scenariusze: kto i co po Tusku?
Jak grom z jasnego nieba spłynęła na nas dziś informacja, że Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich
Premier zaskoczył dzisiejszym oświadczeniem podczas konferencji prasowej na warszawskiej giełdzie większość komentatorów i analityków sceny politycznej (nie oszukujmy się). Tuż po ogłoszeniu tej decyzji, kuluary sejmowe, media oraz internauci utonęli w kipieli przezabawnych niekiedy spekulacji. Nikt jednak nie może być na 100% pewien tego cóż ta decyzja w rzeczywistości może oznaczać. Komentatorzy krążą ze swoimi hipotezami od ściany pt. „Tusk oddał wybory walkowerem” do „to mądra i bardzo korzystna decyzja dla Polski i PO”. Jak zwykle prawda zapewne leży gdzieś pośrodku. Czas pokaże. W związku z tą decyzją rodzi się jednak wiele pytań z naczelnym z nich, lecącym teraz niczym lawinowa śnieżna kula przez głowy analityków pytaniem: „kto będzie kandydatem PO w wyborach prezydenckich?”
Pojawiają się tu nazwiska popularnych polityków PO, Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego. Za ich kandydowanie jednak nie przemawiają właściwie żadne argumenty. Przy wystawieniu w wyborach konserwatywnego i dość miałkiego medialnie, historyka Bronisława Komorowskiego kampania wyborcza na pewno będzie cichsza (część z Was z pewnością pomyśli, że to dobrze), przeciw jego osobie niezwykle trudno jest wyciągnąć jakieś argumenty ad personam w stylu bullterierowego „dziadka w Wehrmachcie”. Z drugiej strony taka cicha kampania, w wielu aspektach zbliżonego poglądami do obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego, marszałka Komorowskiego wydaję się najkorzystniejszą z punktu widzenia PiS. Komorowski to obyczajowy konserwatysta, o życiorysie i poglądach zbliżonych do PiS-u w wielu kwestiach. Z tą kandydaturą będzie trudniej o mobilizację młodego antypisowskiego elektoratu z wielkich miast. Sprawna maszynka propagandowa kierowana przez pisowskich spin-doktorów może to wykorzystać, szczególnie przed ewentualną drugą turą wyborów. Jednego możemy być w tym przypadku praktycznie pewni. Kampania przebiegała by pod znakiem rocznic, odwiedzin na grobach poległych i prześciganiu się w licytacji na historyczne wspominki, martyrologiczne, ckliwe pochlipywanie i zatroskane twarze. Moim zdaniem, patrząc z punktu widzenia PO, ryzyko porażki z Lechem Kaczyńskim jest w przy tym wariancie zbyt duże.
Z kolei ewentualna kandydatura obecnego szefa MSZ, Radosława Sikorskiego, również wydaje się być ryzykowna. Jednego możemy być tu pewni , gdyby kandydatem PO został Sikorski to mamy na 100% „wojnę na noże”. Cała kampania będzie przebiegać wówczas pod znakiem ostrych pyskówek, brudnych ataków ma przeszłość i życie rodzinne Sikorskiego. Pisowscy spece nie omieszkają poinformować nas, kim są krewni i znajomi pani Applebaum (zapewne do 10 pokolenia wstecz),przypomnijcie sobie tylko, moi drodzy, czy też ostatnio żona naszego szefa dyplomacji nie miała jakiś dziwnych kłopotów z samochodem? A to może być tylko przedsmak tego czego można oczekiwać w kampanii. Z drugiej strony, z punktu widzenia sztabowców PO, gra może być warta świeczki. Przy tej kandydaturze można bowiem liczyć na większą mobilizację elektoratu antypisowskiego, który generalnie min. Sikorskiego ceni choćby tylko za prawdziwą i szczerą postawę wobec pewnej watahy. Przyznam się, że na miejscu sztabowców PO kusiłoby mnie zagrać va banque i wystawić w wyborach Radka Sikorskiego właśnie w celu dobicia i pogrążenia głównego politycznego przeciwnika. Przy tym scenariuszu jednego możemy być pewni…jak mawia Jurek Owsiak…:”oj, będzie się działo!”
Istnieją też inne możliwości. Załóżmy na chwilę, że Platforma nie wystawi własnego kandydata w wyborach prezydenckich, a jedynie udzieli poparcia jakiemuś kandydatowi nie związanemu bezpośrednio z PO. Tu pierwsze co przychodzi do głowy to słynna wypowiedź Włodzimierza Cimoszewicza dotycząca jego ewentualnego startu. Przypomnijmy, iż W. Cimoszewicz oświadczył ,że wystartuje w wyborach tylko jeśli groźba reelekcji obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego będzie realna. Po wycofaniu się z wyścigu prezydenckiego Donalda Tuska, ten warunek jest praktycznie spełniony. Mógłby być to również korzystny z punktu widzenia sztabowców PO deal. Czemu? Taka sytuacja umożliwiła by bowiem w miarę spokojne rządzenie obecnemu gabinetowi i to aż do następnych wyborów parlamentarnych i przeniosła ciężar walki z PiS na barki Cimoszewicza i jego sztabu wyborczego, pomogło by to też uniknąć bezustannych pisowskich ataków płynących z komisji śledczych i przychylnych PiS mediów.
Najmniej prawdopodobne (acz możliwe jak i wszystko) byłoby ewentualne poparcie udzielone przez PO kandydaturze Andrzeja Olechowskiego. Jest to moim zdaniem wątpliwe z wielu powodów, z których najważniejsze wydają się być zadawnione urazy personalne pomiędzy współtworzącym niegdyś PO, Olechowskim, a tzw. „dworem Tuska”. Również niewyjaśniona wciąż kwestia związku kandydatury Olechowskiego z Pawłem Piskorskim i Stronnictwem Demokratycznym wydaje się uniemożliwiać poważniejsze traktowanie tego scenariusza.
Jedno jest pewne, czeka nas jeszcze wiele niespodzianek i zwrotów sytuacji. Niejaki Kurski Jacek podejrzewa nawet, iż Donald Tusk stworzył coś w rodzaju zasłony dymnej, aby w decydującym momencie zmienić decyzję i zgłosić się jednak do wyborów. Jest to moim zdaniem mało prawdopodobne, Donald Tusk narażałby się bowiem takim zachowaniem zbyt bardzo na śmieszność. W obecnej sytuacji nie można jednak wykluczyć absolutnie żadnego z powyższych scenariuszy.














