Grzebanie w Konstytucji
W przeważającej części krajów demokratycznych Konstytucja jest dokumentem, aktem prawnym najważniejszym, podstawą i punktem odniesienia dla tworzenia innego, szczegółowego prawa. Konstytucję piszę się na długie lata, jej zmiany i uzupełnienia powinny być realizowane na podstawie szerokiego dyskursu społecznego
Pomijam to przykład Wielkiej Brytanii, której prawodawstwo opiera się na tak zwanych konwenansach konstytucyjnych, ustawach ustrojowych i prawie zwyczajowym, a Konstytucji, jako pełnego, spisanego dokumentu nie ma. Konstytucja amerykańska z kolei, uchwalona w 1787 roku, najważniejsze poprawki, pierwszych 10., otrzymała już w roku 179. Do tej pory uchwalono do niej 27 poprawek, o znaczeniu fundamentalnym dla funkcjonowania całego państwa.
W Polsce od pewnego czasu następuję erozja zaufania do Konstytucji, co jakiś czas pojawiają się pomysły uzupełniania jej o nowe zapisy. Pamiętamy z poprzedniej kadencji Sejmu usiłowania grupy katolickich posłów, pod przewodnictwem Artura Górskiego, który chciał wprowadzić do Konstytucji zapis o Jezusie Chrystusie, który miałby zostać królem Polski, lub działania Marka Jurka, który poprzez zapisy uzupełniające chciał tylnymi drzwiami wprowadzić przepis o całkowitym zakazie aborcji.
Jednak nie tylko sprawy natury ideologicznej są podstawą pomysłów do zmian w Konstytucji RP. Również sprawy polityczne, i to te z gatunku raczej taktyki bieżącej polityki, implikują wnioski do zmian w ustawie zasadniczej.
Wczoraj Sejm zdecydował się na nowelizację Konstytucji. Została ona uzupełniona o przepis, że do polskiego parlamentu nie mogą kandydować i być wybierane (bierne prawo wyborcze) osoby skazane prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne. Ten przepis w Konstytucji został uchwalony w trybie przypominającym głosowania podobnym do odrzucenia weta prezydenckiego normalnej parlamentarnej ustawy. Co ciekawe, głosowanie było prawie jednomyślne, tylko kilku posłów wstrzymało się od głosu, nikt nie był przeciwny.
Uważam ten pomysł i procedurę zmiany w Konstytucji za chybione i szkodliwe. Warto zwrócić uwagę na kilka aspektów;
Wybór posłów i senatorów do parlamentu jest jednym z najważniejszych praw i zwyczajów demokracji. O tym, czy kandydat nadaje się na posła/senatora, powinni decydować w sposób nieskrępowany wyborcy. Jeżeli wyborcy uznają, że chcą, aby ich reprezentował ktoś, kto ma problemy natury prawnej – nie powinno im się tego zabraniać. Ograniczenie prawa do dysponowania swoim głosem wyborczym przez sądy – jest de facto ograniczeniem praw demokratycznych. Oczywiście, można przyjąć, że sądy są organami państwa całkowicie niezawisłymi i apolitycznymi, ale warto przypomnieć, że sądy działają na podstawie materiałów, dowodów i dokumentów przygotowywanych przez inne organy państwa, głównie przez prokuraturę. Można założyć, że jest ona też niezależna, ale praktyka społeczna i polityczna mówi nam, że może to być czystą iluzją. Oznacza to, że powodem wykluczenia z możliwości kandydowania do najwyższych ciał wybieralnych mogą być nie tylko przestępstwa pospolite, ale również przestępstwa natury politycznej – w tym również przestępstwa sprokurowane. A co gorsze – również przestępstwa, które zostały popełnione w dobrej wierze, z ważnych powodów społecznych, wynikających choćby z zasady obywatelskiego nieposłuszeństwa (civil disobedience). Jest oczywiste, że zgodnie z ideą państwa prawa tego rodzaju przestępstwa muszą być ścigane i penalizowane, ponieważ tego wymaga porządek prawny. Jednak zakaz kandydowania do Sejmu i Senatu jest w tym przypadku karą dodatkową, która ingeruje w prawa obywateli do swobodnego wyboru swoich przedstawicieli.
Dodatkowo jeszcze wprowadzony zapis nie precyzuje, czy wykluczenie skazanego i ograniczenie jego biernego prawa wyborczego ma rygor dożywotni, czy tylko czasowy? Jeżeli by czytać zapisy literalnie, to można je odczytać jako dożywotni zakaz kandydowania. Natomiast, co już zauważono, w polskim prawie instytucja zatarcia wyroku, co powoduje, że osoba po jakimś czasie uzyskuje status osoby niekaranej. Tylko, że jest to zapis ustawowy, który w praktyce zmienia zapis samej Konstytucji… Nie powinno być tak, że przepisy ustawy powodują zmianę sensu przepisu ustawy głównej.
Wątpliwości budzi również ta część nowego przepisu, że prawa wyborczego mogą być pozbawione tylko osoby skazane za przestępstwo nieumyślne. Oznacza to, że osoby, które popełniły ciężkie przestępstwo, zakwalifikowane z jakiegoś powodu (na przykład politycznego), jako nieumyślne, będą mogły kandydować.
Jak sądzę w trakcie analiz nowego zapisu w Konstytucji wątpliwości znajdzie się więcej. Jednak największe wątpliwości budzi tryb wprowadzenia zmian. Uważam, że wszelkie zmiany w ustawie zasadniczej powinny być wprowadzane w formie referendalnej. Precedens, jak miał miejsce w Sejmie, otwiera drogę do możliwych manipulacji, nie tylko przy Konstytucji. Powstało wcale nie urojone niebezpieczeństwo, że władza polityczna wykorzysta konstytucyjne ograniczenia kandydowania do utrącenia politycznych przeciwników i zamknięcia im drogi do parlamentu.
Prawo jest dobre wtedy, kiedy jest jednoznaczne i nie podlega manipulacjom. Polityka jest dobra, kiedy oparta jest o zasady uczciwości i dobrej praktyki – nad czym powinni czuwać nie tylko politycy, ale również sami wyborcy. Rozumiejąc zasadę i powody wprowadzenia nowych przepisów (prawa nie powinni stanowić ludzie, którzy je łamią), nie uzdrowiono zasad przyzwoitości politycznej.
Nowe przepisy byłyby zbędne, jeżeli w polityce polskiej zagościłaby zasada, uzgodniona przez wszystkie strony, że na listach wyborczych do Sejmu i Senatu nie mają prawa znaleźć się osoby skazane prawomocnymi wyrokami, za przestępstwa umyślne i ciężkie przestępstwa nieumyślne, które można odczytać z ich kartoteki sądowej. Wymaga to zmiany kultury politycznej i mentalności zarówno samych polityków, jak i wyborców.
Konstytucja, najważniejszy akt prawa państwa demokratycznego, może być dyskutowana i poddawana analizom. Jednak każda zmiana i jej uzupełnienie, powinno być poprzedzone szeroką dyskusją – a zmiany powinny być wprowadzane na podstawie decyzji społecznej – czyli referendum.
Przy pisaniu korzystałem z opinii Marcina Skubiszewskiego















